Filmy
Ślub we Włoszech, Neapol - trailer Antonello & Karolina

Ciao! Szum morza, upalne słońce, a do tego kraj słynący z najlepszego na świecie spaghetti i pizzy? Tak, to właśnie ślub w Neapolu, włoskim mieście pełnym urokliwych zakątków z palmami. To właśnie tu znajduje się jeden z najpotężniejszych, wciąż aktywnych wulkanów na świecie, a z oddali widać wyspę Capri z domem Sophie Loren, ruiny Pompei oraz Herkulaneum. Poniżej opiszemy Wam jak wyglądała nasza realizacja „od kuchni”.

Ślub we Włoszech, Neapol - trailer Antonello & Karolina

W naszej karierze ślubnej odwiedziliśmy już wiele miejsc w kraju i na świecie, jednak ślub we Włoszech był dla nas od zawsze marzeniem. Każda realizacja ma jednak swoje „kulisy” i nawet jeśli zaplanujemy wszystko krok po kroku, to i tak wydarzyć musi się jakaś hardcor’owa sytuacja – tak było i w naszym przypadku. Do wyjazdu z Polski dzieliła nas zaledwie noc, a ja o godz. 22:00 siedziałem i płakałem na środku autostrady z rozładowanym telefonem i zepsutym samochodem, który miał przetransportować do Włoch ważący ponad 300 kg 9-cio metrowy kran kamerowy, 4 kamery, drona i 6-cio osobową ekipę. Nachodziły mnie wtedy różne myśli, może nie jest mi pisane tam jechać? Ok – przestańmy bredzić :D Jako, że moja ekipa jest bycza, to zawsze wyjdzie cało z każdego rozwiązania. Samolot w grę nie wchodził ze względu na gabaryty sprzętowe, dlatego jedynym wyjściem było dojechać dwoma osobowymi samochodami wyładowanymi pod sufit, gdzie czuliśmy się jak śledzie w puszce.



Ledwo zdążyliśmy wyjechać poza teren Polski i w ulewie zatrzymała nas słowacka Policja, która strzeliła nam kilkaset metrów wcześniej „słit focię” i obdarowała kolejnym mandatem za prędkość. Dojeżdżając już do Włoch autostradą płynęła dosłownie rzeka, wycieraczki w samochodzie nie nadążały, ale jak to mówią po każdej burzy kiedyś wyjść musi słońce! Neapol i Młoda Para oczarowały nas swym wdziękiem, a zły humor odszedł daleko w kąt. To dopiero teraz zaczął się prawdziwy żywioł.



Realizację rozpoczęliśmy od niesamowitych ujęć kamerą zamieszczoną na kranie kamerowym nad basenem, gdzie do ślubu przygotowywała się Pani Młoda. Wyluzowana Karolina i jej najlepsza przyjaciółka, czuły się jak ryby w wodzie na małym planie filmowym. Z domu Pani Młodej rozpościerał się nieziemski widok na całe morze. Następnym celem był dom Pana Młodego, do którego zaprowadziła nas rosjanka Ana, z którą oczywiście również utknęliśmy pomiędzy zawiłymi uliczkami, gdzie do nikąd prowadził nas GPS. Włoska rodzina Antonello okazała się najkochańszymi osobami na świecie, a w szczególności mama Rita zachwycona naszą obecnością, której marzeniem było od zawsze zagrać w filmie. Z balkonu na którym ubierał się Antonello widać było całą panoramę Neapolu, morze na wyciągnięcie dłoni i magiczną wyspę Capri. Jako, że Włosi słyną ze swej gościnności, zostaliśmy obdarowani milionem kanapek na drogę z włoską szynką Mortadellą.



Po tych nagraniach można powiedzieć – wyluzowałem, lecz tylko na chwilę. Neapol to miasto, gdzie na drodze nie obowiązują żadne przepisy, żadne zasady, jest to taki drugi Egipt. Światło zielone? Jedziesz. Światło czerwone? Też jedziesz. Parking? Chyba żartujesz, zostawiasz auto gdzie tylko masz ochotę, a jeśli zastawisz komuś drogę, to za szybą zostawiasz kartkę ze swoim numerem telefonu „Zadzwoń do mnie jeśli chcesz odjechać”. Na początku było to dla mnie abstrakcją, ale szybko samowolka mi się spodobała i po kilku godzinach czułem się już jak swój człowiek.



Włoskim zwyczajem jest, że mama Pana Młodego przyjeżdża z bukietem ślubnym na pogaduchy do przyszłej Pani Młodej. Wyluzowana Rita w swojej kreacji, niczym gwiazda Hollywood wysiadła z samochodu i przywitała się z wybranką serca swojego syna. Po szybkich przygotowaniach i założeniu sukni ślubnej pojechaliśmy pod kościół położony na dachu budynku przy pizzerii, gdzie miała odbyć się ceremonia ślubu. Tam czekał już kran kamerowy, dron, a razem z resztą ekipy przygotowywaliśmy resztę sprzętu do ślubu. Byliśmy przed czasem, bez stresu. Powiedziałem bez stresu? Nie. W ostatnich minutach z nikąd pojawił się ksiądz, który miał do nas jakiś problem, nawijając po włosku tak szybko, że nikt go nie rozumiał. I chyba już nigdy nie dowiemy się o co mu chodziło, pomimo, że oczywiście był wcześniej zawiadomiony o naszej obecności i sprzęcie. Może chciał sobie z nami zrobić selfie, jak dzień wcześniej na dachu świątyni, gdzie przyszliśmy się z nim przywitać? :D To są właśnie Włosi – pełen luz.



Msza święta w języku włoskim i przysięga małżeńska, była cudowną chwilą. To właśnie ten moment kiedy z teleobiektywu na maksymalnych zbliżeniach obserwujesz z ukrycia płaczących ludzi, bijących brawa gości, tą radość i euforię, a Ty musisz zachować kamienną twarz, pomimo, że serce podchodzi Ci do gardła i masz ochotę płakać i cieszyć się tą chwilą razem z nimi. Po wyjściu z kościoła, gdzie pomarańczowe słońce oświetlało budynki i wulkan Wezuwiusz w tle, goście obsypali Młodą Parę ryżem na szczęście, złożyli życzenia i wszyscy udali się na najprzyjemniejszą część wesela – przyjęcie.



Wesele odbyło się w Villi Carraciolo, położonej przy samej plaży. To miejsce, gdzie swoich najbliższych ugościsz jak bogów: homary, krewetki, małże, ośmiornice, ostrygi, mnóstwo rodzajów włoskich serów, przystawek, smakołyków. Nie wiesz czy robić zdjęcie czy jeść. Trzy poziomy sali weselnej podzielone były tematycznie, gdzie odbywał poczęstunek, a goście mieli możliwość swobodnie rozmawiać popijając szampana i włoskie wina. Około godziny 20:00 goście udali się na obiad do najniżej położonej sali, gdzie przez okna tarasowe można było rozkoszować się widokiem zapadającego w sen Neapolu, morza pełnego statków i zapierającego dech w piersiach zachodu słońca. Przed północą w kolejnym pomieszczeniu przygotowany został stół słodkości, pokaz fajerwerków i drzewka w doniczkach jako nieszablonowy upominek i podziękowanie dla gości, gdzie nawet po latach najbliżsi pamiętać będą bajkowy ślub Karoliny i Antonello.



Podsumowując – w ciągu 5 dni od premiery filmu, nasz teledysk ślubny obejrzało ponad 10.300 widzów, post przeczytało ponad 140.000 osób, a my spełniliśmy marzenie Młodej Pary o widowiskowym filmie pełnym emocji. Dziękujemy raz jeszcze za tak miłe wspomnienia, kolejny ślub za granicą i do usłyszenia już niebawem.

Ekipa Bycze Filmy i fotograf Michał Bachulski